Menu

Gościmy

Odwiedza nas 6 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 
 
 
 
 
 
Z Hay podążył Jezus do miejsca nad Jordanem, gdzie przedtem chrzcił Jan, trzy godziny drogi oddalonego od Jerycha. Andrzej i wielu uczniów wyszło Mu naprzeciw blisko godzinę drogi. Prócz nich znajdowało się w owym miejscu kilku uczniów Jana i kilku z Nazaretu. Niektórzy z nich udali się do małej miejscowości Ono, odległej stąd o godzinę drogi, zapowiadając że Jezus tu będzie święcił szabat i uzdrawiał chorych. Powiedzieli im również, że dzieło, któremu podwaliny dał Jan, Jezus prowadzi dalej, wyraźniej i lepiej je wykańczając. Przed miejscowością Ono, posiadał Jezus własną gospodę, pół godziny drogi odległą od miejsca chrztu. Kupił ją dla Jezusa Łazarz, osadzając w niej człowieka, który przygotowywał posiłek; Jezus jednak spożywał potrawy  zwykle zimne. Gospoda ta była dlań miejscem odpoczynku, ile razy przebywał w tej okolicy; stąd też udawał się w różne miejscowości okolicy, by nauczać i chrzcić. Gdy przybył na szabat do Ono, nauczał w synagodze i leczył chorych, których mu przynoszono, między tymi uzdrowił wyniszczoną i mającą krwotok kobietę.

W ostatnich czasach przychodził często do Jana Herod, którym on zawsze gardził, jako cudzołożnikiem. Herod przyznawał w duszy Janowi słuszność, lecz żona pałała przeciw niemu gniewem. Odtąd Jan nauczał zawsze o Jezusie, nie chrzcił już nikogo, lecz odsyłał wszystkich za Jordan na chrzest Jezusa.

Uczniowie, których Jezus wysłał przed Sobą z Kany na miejsce chrztu, zaprowadzili niektóre zmiany według jego zaleceń; w ogóle odbywało się wszystko daleko uroczyściej i w większym porządku aniżeli u Jana. Z powodu zbyt wielkiego napływu ludzi, przejazd przez rzekę przeniesiono niżej; wielki dziedziniec, na którym Jan , koło sadzawki, pod gołym niebem chrztu udzielał, był zniesiony. Miejsce, gdzie teraz Jezus Andrzejowi, Saturninowi, a następnie kolejno innym uczniom polecił chrzcić, podczas gdy Sam nauczał i do chrztu przygotowywał, znajdowało się na małej wysepce, na której Jezus był ochrzczony, i urządzone było pod wielkim namiotem. Studnia, z której wody Jezus do chrztu używał, uległa także wielkiej zmianie; owe pięć kanałów, które prowadziły z Jordanu do studni, zostały odkryte. Wydobyto z niej także owe cztery kamienie, jak tez trójkątny, czerwono-żylasty kamień, leżący na brzegu studni, na którym Jezus stał, gdy Duch Św.  zstąpił na Niego. Wszystko to przeniesiono w nowe miejsce, mające służyć do udzielania chrztu.

Tylko Janowi i Jezusowi było wiadome, pomimo ze jeden drugiemu nic o tym nie mówił, że miejsce w którym Jezus dał się ochrzcić, było to samo, na którym kiedyś stała Arka Przymierza, i ze kamienie znajdujące się w owej studni, były te same, na których ona spoczywała w Jordanie. Tak więc teraz tylko Sam Jezus wiedział, iż to są te same kamienie, które tworzą chrzcielnicę. Żydzi dawno już zapomnieli, gdzie kamienie owe leżały, stąd też i uczniowie nic o tym nie wiedzieli. W owym trójgraniastym kamieniu zrobił Andrzej okrągłe wyżłobienie , a podłożywszy pod niego cztery inne kamienie, umieścił go w dole napełnionym wodą, która okrążała ów kamień w kształcie rowu, a przyniesiona była ze studni, w której Jezus dał się ochrzcić. Wodę w wydrążeniu trójgraniastego kamienia także wzięto stamtąd, a Jezus ja pobłogosławił. Gdy nowo ochrzczeni wstąpili w wodę, wypełniającą ów rów naokoło trójgraniastego kamienia, sięgała im po piersi.
 
 

 
 
 
 
 
 

Obok tej chrzcielnicy znajdował się rodzaj ołtarza, na którym leżały białe szaty dla ochrzczonych. Dwaj uczniowie kładli przystępującym do chrztu ręce na ramiona, Andrzej zaś, Saturnin lub inny, czerpiąc ręką wodę z chrzcielnicy, polewał nią trzy razy głowę, chrzcząc ich w Imię Ojca i Syna i Ducha Św. Ci, którzy chrzcili i ręce na chrzczonych wkładali, mieli białe szaty, pasem przepasane, na ramionach zaś szarfy na kształt stuły. Do chrztu używał Jan czarki o trzech rowkach, z której spływała woda jakby trzema promieniami, wymawiał jednak inne słowa, a mianowicie słowo Jehowy i jego posłańca. Żaden z tych, co byli ochrzczeni  przez Jana, do chrztu teraz już nie przystępował , sądzę jednak, że później, po zesłaniu Ducha Św. Przyjęli chrzest koło stawu Betesda. Żadnej tez niewieście tutaj chrztu nie udzielano. Chrzest przez potrójne zanurzenie widziałam dopiero nad stawem Betesda.


Ponad chrzcielnicą w namiocie znajdował się otwór. Nowochrzczeńcy stawali po bokach, udzielający zaś chrztu i rodzice chrzestni na krawędziach kamienia.


Zewnątrz namiotu na podwyższeniu stał Jezus, nauczając o chrzcie, pokucie, zapowiadając zbliżanie się Mesjasza i jego Królestwa, wskazując, gdzie Go szukać należy, mianowicie nie między bogatymi, lecz między maluczkimi i ubogimi. W czasie upału rozpinano nad głową Jego oponę w kształcie namiotu. Chrzest ten nazywał obmyciem, chrzest Jana chrztem pokuty; wspominał także o przyszłym chrzcie z ognia i Ducha Świętego.


Drzewa i krzewy, zasadzone przez Jana na wyspie, na której Jezus się dał chrzcić, pięknie się gałęziami ze sobą splotły, tworząc jakby altanę; ponad nią wyrastało drzewo, zasadzone u studni. Na wierzchołku owego drzewa widziałam figurę jakby dziecięcia z wyciągniętymi rączętami, które wyrastało z krzewu winorośli; jedną rączką rozdawało żółte jabłuszka, drugą róże. Figura ta była częścią ozdób, do uświetnienia uroczystego rozpoczęcia chrztu Jezusowego.


Stąd udał się Jezus już pod wieczór z kilkunastu uczniami na południe od Morza Martwego w okolicę, gdzie się niegdyś zatrzymał Melchizedech, po wymierzeniu gór i Jordanu. Na długi czas jeszcze przed Abrahamem przesiedlił Melchizedech jego przodków, lecz miasto ich wraz z Sodomą i Gomorą uległo zniszczeniu. Obecnie ponura to okolica, pełna czarnych poszarpanych skał i jaskiń, ciągnąca się na przestrzeni pół godziny drogi od Morza Martwego w głąb kraju. Widać w niej trochę gruzów z murów i wież zniszczonego miasta Hazezon Thamar. W miejscu, gdzie jest teraz Morze Martwe, przed spustoszeniem owych bezbożnych miast, rozlewał się Jordan, szeroki na ćwierć godziny drogi. Ludzie, mieszkający w jaskiniach i rozwaliskach w głębi kraju, nie są wcale rodowitymi Żydami, lecz niewolnikami, pochodzącymi od ludów tędy przechodzących, i którzy Żydom służą i uprawiają im pola. Są to biedacy, bardzo upośledzeni i zaniedbani. Dlatego też uważali za niepojętą łaskę, że Jezus do nich przybył, i przyjęli Go nader życzliwie. Jezus uzdrowił im też wielu chorych.

 


 

 

 

 

 

 

Obecnie okolica ta znajduje się w lepszym stanie niż za czasów Jezusa; pierwotnie jednak była nadzwyczaj piękna i żyzna. Za czasów Abrahama dopiero, wskutek powstania Morza Martwego, zamieniła się prawie w pustynię. Mnóstwo miast i miasteczek leżało nad brzegiem Jordanu, wyłożonym ciosanymi kamieniami, wśród nich zaś wznosiły się góry i pagórki. Ponadto okolica pełna była gajów daktylowych, winnic, sadów i łanów zboża. Wspaniałości jej niepodobna opisać. Przed utworzeniem się Morza Martwego, dzielił się Jordan pomiędzy spalonymi miastami poniżej swego rozszerzonego koryta na dwie odnogi, z których jedna szła na wschód, zabierając prawie wszystką wodę, druga zaś ku pustyni, przez którą Święta Rodzina uciekając przechodziła, dosięgając aż okolicy Mara, gdzie Mojżesz osłodził słone źródła wody, skąd przodkowie Anny pochodzili. Między miastami tej okolicy znajdowały się kopalnie soli, lecz woda pomimo to nie była słona; wiele też było tam zdrojów. Lud, zamieszkujący dalsze części tej późniejszej pustyni, używał ze czcią wody z Jordanu do picia.

Przodkowie Abrahama, przesiedleni przez Melchizedecha do Hazezon, ulegli skażeniu obyczajów i zwyrodnieniu, dlatego Bóg, litując się po raz wtóry, posłał Abrahama do Ziemi Obiecanej. Melchizedech był tu jeszcze przed rozlaniem się w tej okolicy Jordanu, wszystko dokładnie wymierzając i oznaczając. Przychodził on tu często i odchodził, nieraz mając przy boku kilku ludzi, jakoby niewolników.

Stąd odszedł Jezus wraz z uczniami w kierunku Betlejemu, krańcem doliny pasterskiej do Beth-Araba, odległego trzy godziny drogi od miejsca chrztu. Jezus już tu raz był, gdy po chrzcie odwiedzał pasterzy. Mieszkańcy tutejsi utrzymują się z przeciągających tędy karawan; od Betanii leży blisko cztery godziny drogi, na pograniczu pokolenia Judy i Benjamin.

Było tu wielu opętanych, którzy biegali przed miastem, krzycząc gdy Jezus się zbliżał. Rozkazał im, aby się okryli, porobili sobie w kilku minutach przepaski z liści. Jezus uzdrowił ich i wysłał z miasta ludzi, którzy im przynieśli odzienie. Byli także pomiędzy nimi tacy, którzy nagle opuchli.

Andrzej z pięciu innymi uczniami wyprzedził Jezusa z miejscu chrztu, zapowiadając iż tu będzie święcił szabat. Jezus zamieszkał wraz z uczniami w jednej z gospód, jakie podówczas znajdowały się po miastach dla przyjęcia podróżujących nauczycieli i rabinów.

Przybył tu także Łazarz, Józef z Arymatei i wielu innych z Jerozolimy.

Jezus nauczał w synagodze, jako też pod gołym niebem na kamiennym stołku na rogach ulic i na drogach, szkoła bowiem nie mogła pomieścić mnóstwa ludu, jaki się tam znajdował. Uzdrawiał bardzo wielu dotkniętych różnymi chorobami. Przyprowadzali ich zaś uczniowie, wśród natłoku torując im drogę. Łazarz i Józef z Arymatei stali na uboczu.

Po szabacie udał się Jezus z uczniami do Ono. Przechodził zaś przez małą miejscowość Bethagla, dokąd także przyszli synowie Izraela, po przeprawieniu się przez Jordan. Nie przechodzili oni bowiem w jednym miejscem, lecz na rozległej przestrzeni suchym łożyskiem rzeki. Przybywszy tutaj, poprawili swą odzież i podkasali się. Jezus przechodził także koło owego kamienia, na którym spoczywała Arka, a gdzie Jan obchodził uroczystość.
 

 
 
 
 
 
 
Łazarz i Józef z Arymatei wrócili do Jerozolimy. Nikodem, który z powodu swego urzędu więcej się ukrywał, wcale tu nie przybył; służył jednak potajemnie Jezusowi, donosząc później gminie o każdym grożącym jej niebezpieczeństwie.

Nazajutrz przypadało pierwsze Święto Nowiu. Widziałam, iż w tym dniu w Jerozolimie stan robotniczy i urzędnicy byli wolni od zwykłych zajęć; było to święto radosne, dzień odpoczynku, dlatego też w dniu tym nikomu chrztu nie udzielano.

Z dachu synagogi powiewały w owym dniu na długich żerdziach pozawieszane chorągwie z sukna, tu i ówdzie pościąganego węzłami; powstałe stąd fałdy rozdymały się za powiewem wiatru. Liczba węzłów wskazywała ludziom z daleka, który z kolei nastąpił miesiąc. Podobne chorągwie zatykano również w czasie wojny na znak zwycięstwa lub niebezpieczeństwa.

Cały następny dzień nauczając, przygotowywał Jezus wielu ludzi do chrztu. Przybyli oni tutaj już wczoraj, i obozują wokoło. Dzisiaj także chrztu się nie udziela z powodu święta, na pamiątkę śmierci złego króla (Aleksandra Janneusa). Miejsce chrztu jest pięknie urządzone i ozdobione. Nazajutrz, zaraz z rana, rozpoczęli Andrzej i inni uczniowie chrzcić tych, których Jezus wczoraj przygotował.

Jezus tymczasem udał się wcześnie z rana z Łazarzem i Obedem, synem Symeona, którzy przybyli tutaj wczoraj wieczorem, w stronę Betlejem, idąc pomiędzy Bethagla a Ofra, leżącym więcej na północ. Tą drogą szedł Jezus, ponieważ Łazarz chciał Mu opowiedzieć, co o Nim mówią w Jerozolimie, a zarazem, ponieważ Jezus chciał Łazarza, a przez niego i przyjaciół, pouczyć, jak wobec tego mają się zachować. Idąc drogą, którą szli do Betlejem Józef i Maryja, przybyli do składającej się z kilku chat pasterskich osady, położonej w pustej okolicy, blisko trzy godziny drogi odległej od miejsca, z którego wyszli. W ciągu podróży opowiadał Łazarz Jezusowi, co o Nim w Jerozolimie mówią, jak jedni się na Niego oburzają, drudzy szydzą, inni zaciekawieni o Nim opowiadają, mówiąc, iż zobaczą, czy Jezus podczas Świąt Wielkanocnych odważy się w wielkim mieście także wystąpić z cudami, jak wśród prostego ludu i w Galilei. Dalej opowiadał, jakie wieści przynieśli o Nim faryzeusze z różnych stron Palestyny i jak Go szpiegują. Co do tego wszystkiego uspokajał go Jezus, wskazując na różne miejsca w księgach prorockich, w których to wszystko było przepowiedziane. Oznajmił mu również, że nad Jordanem zabawi jeszcze jakieś 8 dni, po czym uda się do Galilei, stąd w czasie Wielkanocy przyjdzie do Jerozolimy, następnie powoła uczniów. Również pocieszał go co do Magdaleny, mówiąc iż padła na nią już iskierka zbawienia, która wnet całkowicie ją zapali.

Dzień spędzili u pasterzy, uraczeni przez nich chlebem, miodem i owocami. Mieszkało tu tylko około 20 niewiast, przeważnie wdów, z kilku dorosłymi synami, którzy byli dla nich podporą w starości. Mieszkania ich stanowiły cele nieco oddzielone, częściowo z żywego jeszcze chrustu. Między tymi było kilka takich, które oddały pokłon Jezusowi w jaskini i złożyły ofiary. Jezus zwiedzał te chatki z osobna, nauczał i uzdrowił kilka niewiast. Jedna z nich była bardzo stara i wyschła, leżała złożona  chorobą w maleńkiej chatce na łożu usłanym liśćmi. Jezus uzdrowił ją, wyprowadzając ją stamtąd za rękę. Niewiasty miały wspólną jadalnię i miejsce modlitwy.

Łazarz z Obedem wrócili do Jerozolimy. Jezus zaś odwiedził i uzdrowił jeszcze kilku chorych w okolicy, i około godziny trzeciej po południu widziałam Go znowu na miejscu chrztu.
 
Często próbujemy zrozumieć Boże plany – i nie ma w tym nic złego. Jednak czasem sekret głębszego życia duchowego polega na tym, by słuchać, a nie od razu rzucać się do działania. Świat zwykle mówi nam, że należy działać natychmiast i szybko zmieniać w naszym życiu to wszystko, co nam nie odpowiada. Jednak tak postępując, ryzykujemy, że zaczniemy działać bez prowadzenia Pana Ducha Świętego i Jego natchnień, które otrzymujemy na modlitwie, czytając Pismo Święte czy słuchając rady zaufanego brata albo siostry w Panu Chrystusie.